RSS
środa, 24 października 2012

Tak, tak- mój zły nastrój zdaje się utrzymywać. Nawet nie próbuję go zwalczyć. Czasem każdy ma prawo poużalać się nad sobą.

Chyba już nawet odkryłam przyczynę. Po prostu nie da się ukryć, że obchodzi mnie to, co staram się zamiatać pod dywan. Odreagowuję stres we śnie. Nie będę się rozpisywać co mi się śni ostatnio, ale wierzcie mi: nie jest lekko. Wystarczy wspomnieć, że budzę się zlana potem, a puls po przebudzeniu sięga zenitu.

Śni mi się, oczywiście, moja rodzina. Mój brat, moja mama, czasem Tata.

Ten ostatni rok to chyba jednak było zbyt dużo dla mojej psychiki. Można powiedzieć, że noszę w sobie potrójną żałobę. Straciłam ojca, brata i bratanicę. Mogłabym dodać, że straciłam również bratową, ale to byłoby nadużycie. Ona nigdy nie dała mi szansy. Widziałam ją w życiu raptem 3-4 razy i zamieniłyśmy ze sobą może kilka zdań. Inaczej to sobie wyobrażałam, szczególnie, że tak bardzo cieszył mnie fakt, że brat po rozwodzie znalazł kogoś, kogo był w stanie pokochać, komu zaufał i z kim chciał stworzyć nową rodzinę.

W trakcie rozwodu i krótko po nim byliśmy sobie naprawdę bliscy. Nigdy bym nie przypuszczała, że minie trochę czasu, a wszystko zmieni się o 180 stopni...

O bratanicy dowiaduję się tylko od mamy. Nie widzę jak dorasta, nikt mnie nie zaprosi na jej urodziny, nikt nie przyśle zdjęcia. A przecież jestem jej jedyną ciocią... Mała jest naprawdę śliczna. Miałam nadzieję, że Gluś znajdzie z nią wspólny język, że może będą miały wspólne wspomnienia z dzieciństwa, wspólne sekrety itd. Los bywa przewrotny.

Najmniej chyba dotyka mnie kwestia relacji z mamą. To straszne, ale czasem mam wrażenie, że  nic do niej nie czuję. Gorzej-kiedy dzwoni, jestem zdenerwowana i spięta. Boję się każdej rozmowy, każdej wizyty. Nasze stosunki tylko pozornie są poprawne. Ta poprawność nie jest spontaniczna. Jest wypracowana i to nie tylko przeze mnie. Wiem doskonale, że mama czuje podobnie.

Jeszcze kiedy żył tata, ona nigdy nie lubiła do mnie przyjeżdżać. Tłumaczyłam to sobie na wiele sposobów. Z czasem przestałam szukać wytłumaczenia. Po prostu wytłumczenie nie istnieje. Nie wszystkie matki kochają swoje dzieci i choć, kiedy patrzę na moje córki, wydaje mi się to niemożliwe, to jednak jest to prawdą. Czasem zazdroszczę innym córkom relacji z matkami. Nawet tu "na blogach" można niejednokrotnie przeczytać, jak babcie bezinteresownie zajmują się wnukami, jak córki z radością piszą o rodzinnych obiadach itd, itp. Ja już tak nigdy nie napiszę. Odkąd zabrakło taty, nic już nie będzie radością.

Każdego dnia dziękuję Bogu za to, że mam Andrzeja. Za to, że mam dwie kochające córki, że nie jestem zupełnie sama. Rodzina to jest siła-śpiewała Kajah. Moja mała rodzina to moje największe szczęście, mój dom jest moją twierdzą, mój mąż-moją drugą połową, moje dzieci-największą radością. Póki mam ich przy sobie-nie dam się złamać. Wytrwam...

 

21:53, brommbie
Link Komentarze (19) »
piątek, 19 października 2012

Od kilku dni mam chandrę. Właściwie mogłabym płakać od rana do wieczora. Nie wiem co się dzieje, bo nie spotkało mnie nic nadzwyczaj smutnego; ot trochę maleńkich cieni na błękitnym niebie.

Staram się przeczekać. Słucham muzyki (ostanio Buika i Yasmin Levy, na której koncert bilety właśnie przyszły pocztą i na moment rozjaśniły moje lico).

Oglądam filmy. Może nie do końca są to komedie, bo np. Moje życie beze mnie i Samotny mężczyzna na pewno do pionu nie stawiają, ale... Coś robię dla siebie.

Spaceruję, bo pogoda wciąż piękna. Rozmyślam. Nawet gości na jutro sprosiłam do dom, aby się czymś zająć i uwagę od smutków odwrócić.

Jesień? Smuta?

 Przecież liście za oknem takie kolorowe i słońce tak mocno rozgrzewa moje plecy...

11:15, brommbie
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4