RSS
poniedziałek, 31 maja 2010

Wczorajszy dzień był lekko zwariowany. Po pierwsze prawie wszystko było na mojej głowie, bo. A. tradycyjnie uszkodził sobie kolano na meczu.

Na naszym ślubie kulał i miał opaskę na kolanie, ledwo wdrapał się na stopnie USC, wczoraj chrzest Nataszy i powtórka z rozrywki.

W kościele było całkiem dobrze. Gluś trochę marudził jak mu głowę polewali, ale udało się zapobiec wielkiemu rozdarciu. W końcu zasnęła snem sprawiedliwego. Przeszła na tę "lepszą" stronę, więc już jej nic nie zagrażało;)

Droga do restauracji okazała się nieprzejezdna z powodu powodzi. Na szczęście znaleźliśmy trasę alternatywną. Takiej wody jak żyję nie widziałam. Właściwie, to cud, że się nie wylewała na jezdnię. Teściowa nawet sugerowała, abyśmy nie jechali, bo możemy nie móc wrócić. Daliśmy radę.

Krajkowo to naprawdę fajne miejsce na tego typu uroczystości. Restauracja jest w lesie, więc jest dokąd pójść na spacer. Stajnie z końmi, jakieś tam ptaszki i inne cuda dla dzieciaków. Nawet kącik dla mamy, gdzie mogłam w spokoju nakarmić Nataszę. Mi się podobało i mam nadzieję, że gościom również. Nawet pogoda nie była najgorsza.

Dzisiaj powinnam odpocząć, ale unieruchomiony mąż nie pozwala. W domu bałagan, kupa spraw do załatwienia, jakie szakupy, wizyty w aptece, trza lakiernika do auta umówić, bo jeździć nie mogę (zderzak mi zaraz odpadnie). A na to wszystko perspektywa egzaminu w weekend. Szkoda gadać...

Komputer mi się wiesza. Humor jakiś marny. Ech! Pójdę już...

11:00, pannazwir
Link Komentarze (6) »
czwartek, 27 maja 2010

Czasem narzekam, że opieka nad Nataszą uziemiła mnie w domu, że nie mam kontaktu z ludźmi, że czas upływa na tych samych, schematycznych czynnościach. Byłoby lepiej, gdybym miała tu na osiedlu kogoś w podobnej sytuacji, kogoś do kogo można pójść z dzieckiem i nie czuć się jak intruz.

Tak sobie myślałam i doszłam do wniosku, że jednak to nie to.

Bo dookoła na osiedlu całe stada matek siedzących w domu z dziećmi (swoją drogą, że też wszystkich na to stać?). Byłam już zapraszana na niejedną kawę i niejeden spacer. Jednak chodzę na te kawki z obowiązku, a nie z własnej nieprzymuszonej woli. Na spacery też wolę sama, choć nużą mnie już te same trasy i widoki. Dlaczego tak się dzieje?

Te wszystkie dziewczyny wydają mi się takie jakieś nijakie. Ciągle je widzę przez okno jak myją podłogi albo odkurzają. Ja pewnie też z daleka tak wyglądam. Może. Sama nie wiem...

Nie ma tu naprawdę nikogo, kogo chciałabym poznać bliżej. Kogoś, kto ma coś ciekawego do powiedzenia, kogoś z kim poczuję jakąś więź. Czy to ja jestem dziwna? Czy za dużo oczekuję?

A może to ja stwarzam dystans, który nie pozwala przejść do głębszych pokładów, niż rozmowa o pogodzie, chorobach itp. Ale przecież i o pierdołach można rozmawiać ciekawie. Dlaczego ja się nudzę, dlaczego bywam zirytowana? Co jest ze mną nie tak?

Czasem boję się, że zaczynam być jak Andrzej, któremu ludzie do niczego nie są potrzebni. Wystarczę mu ja i jego mały świat nuzyki, piłki nożnej i kina.

 

A tak z innej beczki:

Maja zrobiła mi naprawdę fajny prezent na imieniny. Nagrała  płytę z  moimi ulubionymi piosenkami. Sama to kiedyś chciałam zrobić, ale jakoś się nie złożyło. Puszczałam ją sobie cały dzień. Tańczyłyśmy z Nataszą (ona na moich rękach) i śmiałyśmy się w głos. Natasza najbardziej lubi piosenki hiszpańskie. Coś w tym jest, bo ja też ten język uwielbiam. Pewnie jakiś przodków miałyśmy w Hiszpanii.

Od męża dostałam pakiet do SPA-larni.Zabiegi na twarz i ciało, masaż gorącymi kamieniami. Już nie mogę się doczekać. Muszę tylko wygospodarować kilka wolnych godzin, co nie jest takie łatwe, kiedy się karmi piersią. Natasz wciąż nastawiony negatywnie do wszelkich nowych pokarmów. Walczymy. Za to wczoraj zrobiła mi prezent na Dzień Matki i zaczęła się przekręcać również z pleców na brzuszek. Robi to strasznie śmiesznie, bo nie radzi sobie z wyciągnięciem spod brzucha drugiej ręki. Myślę, że dzień, dwa i da sobie radę. Kochana jest :)

Dobrze być mamą dwóch fajnych córek :)

 

12:50, pannazwir
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3