RSS
wtorek, 27 kwietnia 2010

Na szczęście jest to deszcz wiosenny, czyli taki, co pomaga trawie rosnąć i się zielenić. Niech sobie popada. Jakoś przetrwam.

Wczorajszy dzień był cudowny. Pojechałyśmy z Glusiem do rodziców nad jezioro. Cisza, piękna pogoda, dywany zawilców w lesie, świeża zieleń drzew. Nawdychałyśmy się zdrowego powietrza, pogadałam z rodzicami, zjadłam domowy obiad. Było naprawdę fajnie.

Muszę skombinować (kupić?) łóżeczko turystyczne, bo Gluś ma problemy z dłuższymi drzemkami w wózku. W łózeczku potrafi przespać ciągiem nawet 3 godziny, a to z pewnością wartość nie do przecenienia.

Najbardziej lubię, kiedy wieczorem wyciągam ją śpiącą na ostatnie karmienie. Przeciąga się wtedy leniwie, czasem nawet nie otwiera oczu. Uwielbiam dotyk tych małych, gołych stópek, które opiera na moich nogach. Mogę patrzeć bez końca na te małe uszka, na paluszki, które chwytają moją piżamę i zaciskają się na moim kciuku. Małe dziecko jest kwintesencją niewinności i piękna. Chciałam zapisać ten mój zachwyt, bo wiem, że czas mija tak szybko. Maja przecież tak niedawno też leżała na moich kolanach. Ech!

Jesteśmy niewolnikami czasu...

 

 

 

 

 

10:20, pannazwir
Link Komentarze (7) »
środa, 21 kwietnia 2010

Już dość dawno zauważyłam, że prawie się nie kłócimy. Owszem, czasem dochodzi do wymiany poglądów na temat ilości wypitego piwa, czy innych metod wychowawczych w stosunku do dzieci, ale ogólnie rzecz biorąc- jest sielankowo.

Nic nas nie męczy, nie ma żadnych niedopowiedzeń, jakiś żalów siedzących gdzieś głębiej, a bojących się wyjść na powierzchnię. Jak to jest, że jest tak dobrze?

Myślę i myślę i wymyśliłam :)

Jesteśmy już razem 9 lat, a w małżeństwie już prawie 7. Znaczy ani bardzo długo, ale też nie krótko. Jest jedna prawidłowość, której nie zauważyłam w moich wcześniejszych związkach z mężczyznami.

Oboje w stosunku do siebie kompletnie wyzbyliśmy się egoizmu. Każde z nas robi wszystko, aby tej drugiej stronie było dobrze. Poczynając od kubka herbaty, aż po sprawy większej wagi, jak np. zakup drogiej rzeczy, o której ta druga strona marzy.

Nigdy nam nie jest ciężko i nigdy nie czekamy, aż ktoś z drugiej strony wyjdzie z inicjatywą. Nigdy do głowy nam nie przychodzi myśl: "teraz jego kolej", "a on to znowu", "a dlaczego ja mam mniej, gorzej" itp."

Ponieważ oboje staramy się na maksa, to w konsekwencji obie strony są zadowolone.

Miłość to wyzbycie się egoizmu i postawienie tej drugiej osoby na równi ze sobą samym.

Dziękuję Bogu, że mam takiego męża. Męża, który nie oczekuje, że codziennie będę czekała z obiadem. Męża, który sam wypycha mnie z domu na tzw. lofry, bo wie, że inaczej bym zwariowała. Męża, który zaproponował, że da kasę, aby raz w tygodniu przyszła pani i wyręczyła mnie w prasowaniu i sprzątaniu. Męża, który drapie mnie po plecach, choć tego nie lubi. Męża, który nie kręci nosem, kiedy nowa kiecka kosztuje więcej, niż budżet przewiduje. Męża, który chętnie zabiera małe dziecko, abym ja sobie po prostu odpoczęła.

I mogłabym tak bez końca... Czego chcieć więcej?

 

 

 

13:03, pannazwir
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3