RSS
piątek, 26 marca 2010

Marudziłam, grymasiłam na siedzenie z dzieckiem w domu, nos na kwintę spuszczałam, no to teraz mam za swoje.

Dzwonili z pracy. Mają propozycję nie do odrzucenia. Miałabym zacząć od sierpnia, ale w lipcu z pewnością jakieś szkolenie byłoby konieczne.

Może na początek "part-time", może stałe łącze w domu, abym nie musiała być za dużo w biurze. Jest jeszcze perspektywa wizyt w Warszawie "raz na czas jakiś". Jest dużo niewiadomych, jest wiadomy szef-Portugal, są za i przeciw.

Ja już chyba podjęłam decyzję. Chcę tylko usłyszeć co A. o tym myśli. Czekam, aż wróci z pracy i będziemy gadać.

A tak poza tym:

Byłam dzisiaj na mega-spacerze. Doszłam aż do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Góry, doliny, błoto i piach. I do tego jeszcze wózek z Nataszką. Dałam sobie wycisk, ale było warto.

Słońce grzało, ptaki śpiewały, cud, miód i orzeszki :)  Nawdychałam się powietrza, nacieszyłam oczy krajobrazem, nawzruszałam pięknem świata. Zrobiło mi się lżej na duszy.

A jutro ma znów padać deszcz...

16:26, pannazwir
Link Komentarze (7) »
czwartek, 25 marca 2010

...bo tak naprawdę nic ciekawego się nie dzieje.

Jestem dzisiaj przeraźliwie śpiąca i bardziej tu zawinił chrapiący mąż, niż czteromiesięczne dziecko.

Matka na macierzyńskim ponoć nie ma czasu. Ja go mam, ale nie mogę wykorzystywać go tak, jakbym chciała. Jedyne co mi wychodzi, to czytanie książek (teraz mam na tapecie Toksymię M. Rejmer), oglądanie filmów z mężem wieczorami (ostatnio np. Opowiedz mi o deszczu) oraz grzebanie w necie. Jednak wciąż mam poczucie, że prawdziwe życie dzieje się gdzieś obok.

Męczą mnie wyrzuty sumienia, że nie umyję okien na Święta, że nie ekscytuje mnie mycie podłóg i witanie męża gorącym obiadem. Cóż, widać jestem troszkie beznadziejna. I choć cieszy mnie każdy uśmiech Nataszy, choć zachwycają pierwsze, własnoręcznie posadzone krokusy w ogrodzie, choć słońce i mnie potrafi rozjaśnić twarz, to jednak czasem bywam smutna. Jestem głodna życia. Ono za krótko trwa, żeby przesiedzieć je w domu.

Ciągnie mnie do nowych miejsc, do ludzi, do gwaru, ruchu i zmian. Cisza, która mnie otacza nie jest zapowiedzią niczego nowego.

I dobrze, że mój A. to rozumie i sam wygania mnie z domu. Mam koniecznie wyjechać z domu chociaż raz w tygodniu. To pomaga. Serio. Pomaga, ale nie wystarcza :))

A teraz idę obrać ziemniaki...

15:17, pannazwir
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6