RSS
wtorek, 27 grudnia 2016

Święta minęły szybko. Przeziębienie sprawiło, że musiałam zwolnić i się nie spinać. Zrobiłam najważniejsze potrawy, posprzątaliśmy z grubsza dom, ubraliśmy choinkę i nakryliśmy stół.  Pierwszy raz chyba całkowicie wyluzowałam i to przyniosło nieoczekiwanie dobry skutek.

Udało mi się nawet ugryźć w język, kiedy A. ustawił w salonie choinkę, która raczej odbiegała od moich wyobrażeń o jodle idealnej :)

Chyba powoli dojrzewam do decyzji, aby kiedyś zostawić wszystko i wyjechać na święta w góry albo gdzieś, gdzie wszystko podstawią pod nos. Może smaki będą inne, może nie będzie tak rodzinnie i klimatycznie, ale może wcale nie będzie źle.

Święta w tym roku uważam z udane. Było parę naprawdę magicznych momentów, które na długo zostaną mi w pamięci.

Dzisiaj od rana w pracy. W związku z faktem śmierci George’a Michaela myślę o marności ludzkiego życia. Nad tym, że wszystko jest tylko chwilą. Że ani się nie obejrzymy, jak i po nas zostaną tylko wspomnienia. „George Michael-Last Christmas… Jakże nieprzypadkowy moment śmierci…

Myślę dzisiaj o Tacie, bo miałam bardzo ładny sen z Nim w roli głównej. Śnił mi się jako młody mężczyzna, ubrany w płaszcz. Stał przed poznańskim Ratuszem, palił papierosa i czekał na moją mamę. To chyba była ich pierwsza randka. Fajny sen, nietypowy.

Oprócz niego śnił mi się dzisiaj cmentarz. Żaden z tych, który znam, ale co ciekawe nie był to cmentarz zupełnie obcy. Śnił mi się już kiedyś… Może to cmentarz, na który ja trafię? Może to cmentarz, którego nigdzie nie ma? Może jest tylko w mojej wyobraźni albo tkwi w mojej podświadomości? Nie wiem….

Czuję się jakaś słaba. Nie mogę wziąć głębszego oddechu, problem stanowiło nawet przejście z parkingu do biura. Oby do 15.00…………

11:43, brommbie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 grudnia 2016

Wiele osób mówi, że dzieją się przełomowe sprawy dla naszego kraju, że weekend powinnam spędzić na protestach, że powinnam śpiwór ze strychu ściągnąć…

A ja coraz bardziej się odcinam, coraz rzadziej telewizor włączam, coraz mniej mnie to wszystko kręci.

Myślę sobie, że nie tędy droga. Wiadomo, że mnie krew zalewa, kiedy widzę co PIS wyprawia z naszym krajem. Chciałabym zmiany, ale szanuję demokratyczny wybór większości społeczeństwa. Nic nie wskazuje na to, że PIS stracił poparcie wyborców. Jeśli by tak było, a trwałby przy władzy- wyszłabym na ulicę. Teraz nie wyjdę, bo co ma to pokazać? Mogę protestować przeciwko konkretnym działaniom, mogę okazywać niezadowolenie z ograniczenia wolności mediów, zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej itd., ale nie wyjdę na barykady po to, aby obalić demokratycznie wybrany rząd.

Nie lubię agresji, ona niczego dobrego nikomu nie przynosi. Zmiany wprowadzone na siłę nie są zwycięstwem. Dotyczy to zarówno rządzących, jak i opozycji. Mamy 3 lata na pracę u podstaw. Może uda się wcześniej zmienić postawę naszego społeczeństwa. Jeśli spadnie poparcie- PIS  nie będzie tak butny. Może przesilenie nastąpi przed wyborami i uda się zatrzymać ten marsz po równi pochyłej? Mamy 3 lata na budowę ugrupowania, które będzie mogło zagrozić obecnej władzy. Merytoryczne, nie populistyczne.  Obalenie PIS-u w tym momencie nic nie da. W tej chwili metody po jednej i drugiej stronie są identyczne. Nie ma nikogo, kto mógłby przejąć stery w państwie, nie ma nadziei na lepsze jutro. Jest chaos. Jest mi przykro.

09:16, brommbie
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2