RSS
niedziela, 25 grudnia 2011

Bo choć choinka się skrzy, a na stole pierniki, to ja myślami jestem daleko. Rodzina śpi (południowa świąteczna drzemka), a ja już od godziny siedzę z słuchawkami na uszach i słucham.

A czasem wystarczy kilka pierwszych taktów, a już przed oczami stają obrazy. I tak mam zawsze przy Ceu da Mouraria śpiewanym przez Madredeus. Zamykam oczy, jest 1997 rok, zima. Wczesny ranek, drzewa w szadzi, na około śnieg. Jadę tramwajem, dziewiątką. Wjeżdżamy w Aleję Wielkopolską. Mam słuchawki na uszach. Wtedy to jeszcze walkman, żadna tam mp-trójka. Siedzę, bo tłoku nie ma. Przede mną siedzi obcokrajowiec, może Portugalczyk, bo skóra bardziej beżowa, może Arab, może nawet Żyd albo Grek. Myślę o nim, dokąd jedzie, co tu robi. Czas płynie. I nagle w uszach rozbrzmiewa Ceu... i staje się cud. Coś jakby cud Bożego Narodzenia. Jakaś taka fala piękna mnie zalewa. Ta muzyka, ta sceneria za oknem. Nigdy tego nie zapomnę, choć cud trwa zaledwie 3:42 :)

I Wam dzisiaj wkleję namiastkę tego cudu. Weźcie go do tramwaju w zimowy poranek. Może zadziała.

 

 

A druga piosenka dla Was, bo przecież są Święta i prezentów nigdy dość to Maria Solina. Nie mogę jej nie słuchać na repeat-cie:)

13:24, brommbie
Link Komentarze (7) »
czwartek, 22 grudnia 2011

Tak, tak- właśnie po raz endzisiętnasty zrobiłam czekoladę z orzechami. Żadna ze sklepu nie smakuje tak, jak własna. A to wylizywanie garnka....Mniam, mniam!

Mam już urlop. Może powinnam siedzieć przy garach albo pucować płytki w łazience, ale  co to, to nie.  Mam urlop, więc zamierzam coś zrobić dla siebie, choćby to miało być godzinne siedzenie z nogami na kanapie i laptopem na kolanach.

Dzisiejszy dzień był fajny. Pospacerowałam po Poznaniu, odwiedziłam koleżanki w Kupcu Poznańskim, a potem spędziłam miłe 2 godzinki z Kasią C. (B.), której nie widziałam 3 lata, a której widok zawsze mi paszczę w uśmiechu wykrzywia. Posiedziałyśmy, poobżerałyśmy się trochę i nic to, że dzieli nas morze i prawie 1000 kilometrów. Są ludzie, których znajomość jest wartością nie do przecenienia. I tak jest z Kasią. (Buziaki, Misiaku!).

Wieczór był bardzo intensywny, bo staczaliśmy boje z Glusiem. Myśleliśmy, że bunt dwulatka to ona ma już za sobą, a teraz widać, że byliśmy naiwni. Ona się nawet nie buntuje, ona ma nas w głębokim poważaniu. Dzisiaj prawie doszło do rękoczynów. Taki mały Gluś, a może wykończyć dwoje dorosłych ludzi. Mam nadzieję, że to przejściowe, bo nie ręczę za siebie. Współczuję niani-Krysi, bo ona musi sobie radzić z krnąbrną dwulatką przez większość dnia. Ciekawe, czy nie ma dość...

Byłam też u rodziców, którzy jakoś dzisiaj w kiepskich nastrojach. Znowu wrócił temat mojego brata i tego, że powinnam się ugiąć i go przeprosić. Odpowiedziałam, że ja się na nikogo nie obrażałam, że nikt mi nic w oczy nie zarzucił, więc z jakim pojednaniem mam wyskakiwać. Przepraszać za to, że żyję nie zamierzam. Widać ludzie nie mają poważniejszych problemów.

Jutro od rana będę już przykładną gospodynią domową. Upiekę ciasta, ogarnę bałagan, coś tam jeszcze ugotuję i padnę. A  w sobotę Wigilia. Aż trudno uwierzyć, że to już.

Wesołych Świąt, Kochani!

21:36, brommbie
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3