RSS
czwartek, 30 grudnia 2010

Zawsze chciałam być mamą córek. Nigdy nie marzyłam o synu. Nie wiem dlaczego.

Los był dla mnie łaskawy i córki mam dwie. I jedna i druga nie była planowana. Obie pojawiły się z nienacka i wywróciły mój świat do góry nogami. Nie wiem czy wychowuję je tak samo. Przy Mai byłam szalenie niedojrzała. Miałam 20 lat. Internetu nie było, więc nie można było sprawdzić, czy aby inni robią tak samo. Koleżanki też wtedy dzieci nie miały, więc opieka nad Mają w dużej mierze opierała się na doświadczeniu mojej mamy, z którą wtedy mieszkałam. Teraz widzę błędy, ale myślę, że efekt ostateczny jest całkiem niezły. Z Nataszą od początku zdałam się na własne doświadczenie i intuicję. Wiedziałam, że nie będę, np.zabraniała jej używania smoczka, bo w przypadku Mai skończyło się na ssaniu kciuka do czwartego roku życia. Natasza smoczek odrzuciła sama po pierwszym miesiącu życia. Wiedziałam, że nie będę usypiać w wózku, bo potem czas kołysania przed snem wydłużał się niemiłosiernie. Natasza zasypia sama, bez protestów i zapalonego światła. Moje córki są różne. Widzę to już teraz, choć Natasza ma dopiero rok. Cieszy mnie to, bo wzbogaca moje widzenie świata i drugiego człowieka.

Wczoraj byłam z Mają na zakupach. Zwykłe babskie buszowanie po sklepach, zakończone wizytą we włoskiej knajpie i obżarstwie w postaci zapiekanego tortellini. Pogadałyśmy o życiu, o facetach, o wszystkim o czym babom gadać się zdarza nie raz. I myślę sobie, że nie zamieniłabym moich córek na tuzin synów.

Wiem, że tak naprawdę każde dziecko się kocha, ale myślę, że ja jestem lepiej przygotowana do bycia mamą dziewczyn. Z chłopakami się nie odnajduję. Nie umiałabym dobrze wychować małego Krzysia, czy Mateuszka. Gubiłabym się w odgrywaniu roli. Opatrzność przez duże B wiedziała co robi. Tak myślę.

Z doświadczenia wiem, że kiedy w rodzinie jest córka i syn, to syn przeważnie jest ulubieńcem mamy. Ciekawe z czego to wynika. Mam nadzieję, że żadna z moich córek nie będzie czuła się faworyzowana przez któregoś z rodziców. Będę nad tym czuwać.

A teraz idę przykryć Glusia, bo pewnie już chrapie w łóżeczku. Do następnego... !

10:23, brommbie
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 27 grudnia 2010

Święta, święta i po świętach :))

Nie było najgorzej, a może nawet było całkiem ok. Pierwsza miła niespodzianka to fakt, że już 20 grudnia Gluś wreszcie zrobił swoje samodzielne, pierwsze kroki. Teraz trenuje ale bez wielkiego zaangażowania. Ciągle woli na czterech. Najważniejsze, że już wiem, że potrafi :)

Wigilia była u nas. Jednak zjawili się rodzice i nawet przyjechał brat. Jego żona została w domu. Nawet nie chce mi się tego komentować.

Mama przywiozła swoje jedzonko, ja zrobiłam grzybową, łososia i pierogi. Upiekłam też 2 ciasta i zrobiłam czekoladę, bez której Boże Narodzenie nie może się obyć. Teściowie mieli być u szwagierki, więc zadzwoniliśmy do nich dopiero koło 21.00. Okazało się, że są w domu, bo teść lekko chory i nie chcieli wnuczki zarazić. Długo się nie zastanawialiśmy, wsiedliśmy w samochód  i choć warunki drogowe były fatalne-pojechaliśmy do nich. Teściowie się nie spodziewali, więc kiedy do domofonu zaśpiewałam "Wśród nocnej ciszy..." teść powiedział "dziękuję" i nas do domu nie wpuścił. Musieliśmy się dobijać jeszcze 3 razy, aż w końcu drzwi zostały otwarte :)

Myślę, że to był dobry pomysł. Kto by tam chciał siedzieć sam w wigilijny wieczór? No chyba, że buddyści...;))

Pierwszy dzień świąt to słodkie leniuchowanie w domu, a w drugi znów do teściów. Tym razem byli wszyscy: i teściowie, i siostra Andrzeja z mężem i córką. Nasze dziewczynki są prawie w tym samym wieku, więc było miło patrzeć jak się razem bawią. Na końcu dały sobie buziaka i zrobiły "papa". Obie są fajne i mam nadzieję, że oprócz więzów krwi połączy je kiedyś p[rawdziwa przyjaźń. Zobaczymy.

Dziś już po świętach. Wpadliśmy do Ikei i do M1 kupić Nataszy piżamę. Dzień się tak szybko skończył. Trochę mi przykro, bo Andrzej jutro do pracy, a ja znowu sama... Cóż...

A propos Świąt. Jedyny ich minus w tym roku, to to, że nie pośpiewałam kolęd. Jedynie w kościele, ale to się nie liczy. Mam nadzieję, że moje córki w przyszłości dołączą do mnie i znowu będzie rozbrzmiewał śpiew w naszym rodzinnym domu. Wtedy dopiero czuje się Święta. A teraz czekamy na Nowy Rok. Ciekawe co nam szykuje...

21:43, brommbie
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5