RSS
poniedziałek, 20 lutego 2012

Weekend był z tych, które lubię bardziej. W sobotę udało nam się wreszcie, pierwszy raz od narodzin Glusia, pojechać na basen. Natasza uwielbia wodę, więc nie było dla nas zaskoczeniem, że wizyta na basenie bardzo się jej spodobała. Mam nadzieję, że teraz już będziemy jeździć tam regularnie. Kolejny sukces to wspólne wyjście do kina z Andrzejem. Ostatni raz w kinie razem byliśmy, wstyd się przyznać, kiedy byłam w ciąży. Postanowiliśmy w końcu się przełamać i zostawić Glusia na parę godzin u teściów. Mieszkają blisko Kinepolis, więc sprawa była ułatwiona. Gluś bawił się świetnie i ani przez chwilę za nami nie tęsknił.

My byliśmy równie usatysfakcjonowani. Obejrzeliśmy „Sponsoring” Szumowskiej i muszę przyznać, że bardzo mi się ten film podobał. Byłam nastawiona sceptycznie, bo „33 sceny z życia” podobały mi się, ale nie do końca był to mój typ wrażliwości i uczucia wobec scenariusza miałam mieszane. Za to „Sponsoring” był ok pod każdym względem i choć czytałam różne recenzje, to jednak potwierdziła się prawidłowość, że film po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. Nawet sceny seksu, które ponoć miały być ostre do tego stopnia, że kilka krajów film ocenzurowało, moim zdaniem były na miejscu i nie było w nich nic ponad to, co być powinno.

Scena pod koniec filmu, w której Juliette Binoche siedzi przy stole wraz z mężem i znajomymi, która przemienia się w scenę sielskiej biesiady z wszystkimi męskimi bohaterami filmu była genialna. No i sama Juliette Binoche… Jej gra aktorska to majstersztyk. Kto nie widział jeszcze „Sponsoringu” niech zwróci uwagę na moment., kiedy Anne rozmawia ze studentką z Polski. Nie widać twarzy Polki, tylko twarz Binoche. Nie ma prawdziwego dialogu, jest sama gra aktorki, jej monolog i mimika. Dla mnie bomba!

Miałam to szczęście, że w sobotę obejrzałam inny film z Binoche- „Randez vous”.

Film z 1985 roku, aktorka miała na koncie zaledwie parę produkcji, była młoda i niedoświadczona, a jednak film ogląda się fajnie, choćby ze względu na porównanie z filmami z ostatnich czasów. Już nie mówiąc o tym, że w partnerującym Binoche- Lambercie Wilsonie chyba mogłabym się zakochać bez pamięci ;). Nota bene, po prawie 30 latach nadal wygląda bosko. Zresztą sami zobaczcie:

Lambert

 

Na koniec wspomnę o Andrzeju Chyrze, którego pojawienie się na ekranie od razu zapowiadało, że stanie się coś „niefajnego”. No i ostatni mój zachwyt to polska aktorka Joanna Kulig. Nie znałam jej wcześniej, ale jedno powiem: piękna i uzdolniona. Czego chcieć więcej?

A teraz już wracam do pracy, bo wstyd ;))))

10:32, brommbie
Link Komentarze (5) »
czwartek, 16 lutego 2012

No tak, Tłusty Czwartek. Siedzę samiuteńka w biurze, w tle leci Trójka (tylko Trójki mi jeszcze nie zablokowali), poza tym spokój.

Czuję się  całkiem dobrze, gdyż pracodawca raczy mnie wyśmienitą gorącą czekoladą ( nareszcie ktoś pomyślał o tych, co kawy nie piją) i karmi pączkami w ilościach nielimitowanych. Pączki może nie są najlepsze (nie dałam się zaskoczyć jakością z B...), ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby ;)

Jeśli nie będę znowu wracać 2 godziny do domu (patrz:śnieg), to może na aerobik zdążę wieczorem i wtedy nawet wyrzuty sumienia z powodu pączków pójdą w niepamięć.

Chwilo trwaj!

 

09:29, brommbie
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3