RSS
poniedziałek, 28 lutego 2011

Na parę dni musiałam zawiesić działalność blogową, bo komputer odmówił współpracy przy pisaniu liter: g i h. Blog bez "g" to przecież już zupełnie co innego :) Na szczęście jest nadzieja, bo na biurku stoi już "nowy" stary komp, który podarował mi mój "wspaniały brat". Jest jeszcze nie podłączony, bo brakuje jakiegoś kabla, ale i tak wywołuje we mnie całe pokłady radości i oczekiwań. Może wreszcie nie będę musiała czekać pół godziny na otwarcie strony... Oby...

Weekend zaczął się fatalnie. Wieczorem zawiozłam Maję na korki z matmy (pierwsze i chyba ostatnie, ale to temat na inny wpis). Podczas jej pobytu na lekcji postanowiłam posiedzieć u rodziców. Wsiadłam w auto i po niespełna 100 metrach facet wjechał we mnie i rozwalił mi samochód. Wina ewidentnie po jego stronie, bo wymusił pierwszeństwo wyjeżdżając z parkingu. Gość miły, bijący się w pierś. Cóż z tego, kiedy auto nie nadaje się do jazdy. To, że nim do jechałam do W. to jakiś cud i duża desperacja z mojej strony. To moja pierwsza stłuczka z udziałem osób trzecich. Nie wiedziałam jak się zachować. A. nie odbierał telefonu, bo kąpał Glusia, na policję dodzwonić się to chyba trzeba mieć specjalny numer. Czekałam 15 minut i nikt nie podniósł słuchawki. Gdyby mnie ktoś mordował, to już by mnie nie było. W końcu zadzwoniłam do kumpla i ten powiedział co mam robić. Dzisiaj czekam na likwidatora z ubezpieczalni. Potem naprawa. Czuję, że jestem uziemiona w Wirach na następne 2 tygodnie. Wszystkich chętnych zapraszam do odwiedzin.

A propos odwiedzin: w zeszłym tygodniu była u nas Ruda z małą Gabrysią, która jest prawie dokładnie w wieku Glusia. Trochę się martwię, bo Natasza jakoś nie umie się odnaleźć w towarzystwie równolatków. Piszczy, kwiczy i cała jest niespokojna. Ze starszymi i młodszymi radzi sobie lepiej. Tak to już pewnie jest. Czasu trza.

Dzisiaj mamy zaproszenie do sąsiadki na przeciwko. Tam też jest mała Pola w wieku Nataszy. Zobaczymy co będzie. Nie mam ochoty iść, ale niech się Młoda socjalizuje, no nie?

Weekend był fajny, ale jak zwykle za krótki. Byliśmy na dwóch mega-spacerach w Wielkopolskim Parku Narodowym. Zjedliśmy obiad w Szafonierze i jedno Wam powiem: omijajcie tę restaurację z daleka. Mój żoładek jest wspaniałaym testerem okolicznych knajp. W Szafonierze już drugi raz było coś nie tak. Wcześniej jadłam kurczaka w sosie z kurkumą, teraz kawałki kurczaka w cieście. Nie pytajcie ile razy odwiedziłam toaletę... Brr!!

Dzisiaj robie eksperymentalny obiad. Właśnie usmażyłam mięso mielone z curry i, uwaga, cynamonem! Do tego jeszcze dojdzie kasza gryczana, którą fanką nie jestem. To będzie zapiekanka. Przepis z TVN. Sama się boję :)

Jeśli nie odezwę się w ciągu tygodnia, znaczy potrawa mnie zabiła.

To tyle. Idę pogrzebać na innych stronach.

 

 

11:17, brommbie
Link Komentarze (11) »
piątek, 18 lutego 2011

Od 2 dni głośno o tym, że Polacy mało czytają. Jakoś mnie te badania nie przekonują. Jako (prawie) socjolog chętnie bym się przyjrzała jak zostały przeprowadzone. Z drugiej strony- robili je profesjonaliści, więc może jednak...

56% Polaków nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki. Ja czytam na pewno więcej niż jedną, choć i tak czytam ich mniej, niż przed urodzeniem Glusia.

Teraz mam "na tapecie" 1Q84 Murakamiego. Polecam z czystym sumieniem. Od kilku dni, po 22.00 przenoszę się na trochę do innego świata, gdzie nawet czas płynie inaczej.

Książki czytają moje koleżanki, książki pożycza ode mnie sąsiadka z prawej, mama sąsiada z początku ulicy, o ksiażkach pisze Ruda z ulicy obok. Z czytadłem w ręce widzę codziennie mojego męża, rozmawiamy o książkach w rodzinie. Nawet Gluś, który czytać nie umie ma kolekcję ksiażeczek. Jak to się ma do tych badań?

Przecież nie jestem kimś niezwykłym, kimś kto zna tylko innych niezwykłych. Rynek wydawniczy w Polsce też chyba bardzo nie cierpi. Zastanawiające...

W domu nudy. Wczoraj spędziłam 2 godziny na bezsensownym zebraniu u Mai w szkole. Dwie nauczycielki organizują wymianę z uczniami z Hiszpanii. Przeraziłam się trochę. Dorosłe kobity, a nie radzą sobie z podstawowymi sprawami. Muszę je trochę wspomóc, bo inaczej czarno widzę te nasze dzieciaki w Hiszpanii. Ech!!

Na zebraniu przemarzłam na kość. Mam nadzieję, że to nie zaszkodzi mojemu zdrowiu, które wciąż nie jest w najlepszej kondycji.  Nadal mamy z Glusiem katar. Nic poza tym, ale to już ponad tydzień.

Do tego ta pogoda. Znowu zasypani. Nie wiem, czy mogę z Glusiem wychodzić. Z drugiej strony w domu dostajemy na głowę, więc chociaż piętnastominutowy spacer chyba nie zaszkodzi. Dobrze, że jutro weekend. Odsapnę trochę.

11:08, brommbie
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3 , 4