RSS
poniedziałek, 28 listopada 2016

Próbuję się skupić od rana i coś naskrobać. Mam dzisiaj luźniejszy dzień w pracy, co się rzadko zdarza. Myślałam, że to będzie miły, spokojny dzień. Niestety. Przed chwilą coś mi przeskoczyło w szyi i zupełnie nie mogę kręcić głową. Ból jak cholera  :(

Miałam dzisiaj bardzo nietypową rozmowę rekrutacyjną. Na stanowisko pracownika produkcyjnego zgłosiła się pani z ukończonymi studiami wyższymi oraz podyplomówką z historii. Pani wiele lat pracowała jako nauczyciel, tym bardziej zaciekawiło mnie, skąd pomysł na pracę fizyczną.

Zaprosiłam Panią na spotkanie, ale już po głosie czułam, że coś jest nie tak…

Przyjechała do mnie osoba psychicznie chora. Miała problemy z wysłowieniem, zataczała się, mówiła od rzeczy. Poziom intelektualny na poziomie dziecka i to raczej małego.

Nie wiedziałam jak się zachować. Nikt nie przerabia takich przypadków na szkoleniach. Mamy tutaj zakład pracy chronionej, więc i tak są różne sytuacje. Są niedosłyszący, niedowidzący itd., jednak z takim przypadkiem miałam do czynienia pierwszy raz.

Rozmowa trwała 5 minut. Nie miałam serca odesłać tej pani bez poświęcenia choć chwili uwagi. Zadałam parę pytań, udałam, że robię jakieś notatki. Później po prostu wzięłam panią pod ramię i wyprowadziłam z biura. Szczerze mówiąc miałam nawet trochę stracha. Powiedziałam, że się z nią skontaktuję w przyszłym tygodniu. W cv jest podany adres mailowy, więc chyba podziękuję jej pisemnie. Nadal się zastanawiam jak powinno się postępować w takich przypadkach. Sama nie wiem…

Na szczęście zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych spada, bo powoli wychodzimy z największego obciążenia zamówieniami. Chyba zdałam egzamin i w tym obszarze mojego zakresu obowiązków, bo od zeszłego tygodnia mam umowę na czas nieokreślony z lepszą stawką i nowym stanowiskiem. Bardzo się cieszę, bo naprawdę jestem zadowolona z tej pracy. Mam nadzieję, że zagrzeję  tu miejsce na dłużej…

 



12:45, brommbie
Link Komentarze (6) »
środa, 23 listopada 2016

Nie, bynajmniej nie mam na myśli swojego kryzysu, bo czuję się całkiem, całkiem.

Po prostu ostatnio mam dziwne szczęście do panów w średnim wieku, którzy są  gorąco zainteresowani romansem z moją skromną osobą. Jednego z nich usprawiedliwiam, bo samotny, po przejściach, więc nie ma co się dziwić, że samotność mu nie w smak, ale pozostali dwaj są dla mnie zagadką.

I choć łechce mnie mile ich adoracja i niewinne flirtowanie, to jednak doskonale wiem, że wystarczy jeden mój gest, jedno słowo przyzwolenia, a granice przyzwoitości zostaną przekroczone. Już cała ta sytuacja, że poświęcam im czas, wzbudza we mnie poczucie winy. Cóż…

I tak mnie to dzisiaj zastanawia. Czy my- ludzie , może jednak nie jesteśmy stworzeni do monogamii? Może miłość, choć istnieje, ma swój termin przydatności …? Ostatnio czytałam jakiś wywiad z Cielecką i ona użyła tego sformułowania. Związki się wyczerpują, namiętność gaśnie. Czy można mieć pretensje, że ludzie chcą czuć się kochani, że chcą emocji, że pragną poczuć coś, czego dawno nie zaznali?

Jeszcze niedawno zarzekałam się, że nie wybaczyłabym zdrady. Teraz już nie wiem. Czym jest zdrada? Czy sprowadzić ją tylko do cielesności?  Wiem, relatywizuję… Ktoś powie, że zdrada to zdrada, nie ma co tłumaczyć okoliczności. Może tak jest.

Na szczęście oprócz emocji, każdy z nas ma też rozsądek.

Za 10 lat już pewnie nikt na mnie nie spojrzy. Trza przeczekać.



13:37, brommbie
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 236