RSS
poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Drugi tydzień bez pracy.

Minął już pierwszy szok, minęła złość i żal rozrywający duszę. Śpię spokojnie, nie płaczę.

Ale wbrew pozorom czuję się gorzej. Od czwartku nie ma Andrzeja. Pojechał na festiwal do Katowic. Miałam czas pobyć z Glusiem. Pojechałyśmy do mamy. Niby wszystko ok:  jezioro, lato, domowe obiady, spanie bez limitu. A jednak z każdym dniem było gorzej.

Zapadam się w sobie, milczę i nie umiem wykrzesać radości. Warczę na dziewczyny, wszystko mnie irytuje.

Widzę jak niegrzeczna jest Natasza, widzę jak skupiona tylko na sobie-Maja. Mam żal.

Żal za to, że nagle wszyscy przyjęli za naturalny stan, w którym to ja jestem odpowiedzialna za dom. Za gotowanie, sprzątanie, zakupy i całą resztę. W końcu nie pracuję, no nie?

To nic, że jest mi źle. To nic, że czuję się przegrana i zostawiona samej sobie. Ważne, żeby obiad był na stole, a lodówka pełna. To, że nie ryczę, że nie zakopuję się pod kołdrą nie znaczy, że sobie radzę.

Jesteśmy sami ze swoimi problemami. Nawet wśród najbliższych. Każdy z nas najbardziej skupiony jest na sobie.

Byłam już na pierwszej rozmowie o pracę. Rozmowa ok, choć szału nie było. Jakoś nie czułam chemii z panią, która mnie przepytywała. Do tego jeszcze zboczenie zawodowe- oceniałam ją przez pryzmat tego jak rekrutuje. Nie podobało mi się to, że nie dała mi szansy na zadanie pytań, że była rozkojarzona, bo ktoś cały czas przechodził za szybą, którą miałam za plecami, że zadawała pytania, które nic nie wnosiły do oceny mojej kandydatury... Było widać, że myślami jest gdzie indziej.

Najgorsze jest to, że z każdym dniem bardziej się upewniam, że chyba nie chcę wracać do korporacji. Rzygać mi się chce na samą myśl... Może to przejściowe? A jeśli nie?...

Na razie nie mówię o tym w domu. Po co ich martwić.

Upał jest trudny do zniesienia. Nie mogę się zmobilizować do wyjścia z domu.

Dzisiaj chociaż fryzjer. Znikną już moje "blond refleksy". Uff!

09:34, brommbie
Link Komentarze (7) »
wtorek, 04 sierpnia 2015

...a właściwie mnie zwolnili.

31 lipca to był mój ostatni dzien pracy w Biedronce. Prawie 16 lat pracy, różne stanowiska, różni ludzie, dobre i złe chwile.

Rozstanie boli. Tym bardziej, że okoliczności zwolnienia były skandaliczne. Nie mam siły na włóczenie się po sądach pracy, więc przyjęłam porozumienie stron.

Staram się ograniczyć rozpamiętywanie. Staram się skupić na tym, co tu i teraz.

Nowa sytuacja ma przecież również dobre strony. Odpocznę, wyśpię się, zrobię to, na co od dawna brakowało mi czasu.

Plan na dziś i jutro- zrobić sobie super zdjęcie do CV. od czegoś trzeba zacząć, prawda?

A teraz zacznę dzień od kawałka tarty z porzeczkami i bezą... Wybaczcie :)

08:26, brommbie
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 216
Prosimy o pomoc dla naszej córeczki. Agnieszka i Marcin Kost