Blog > Komentarze do wpisu

Pamięci kota...

Jakoś nie mogę się otrząsnąć. Był z nami prawie 16 lat. Wzięliśmy go jeszcze w Warszawie. Urodził się na Ursynowie i pierwsze tygodnie spędził w budzie z...bernardynem. Kiedy go zobaczyliśmy pierwszy raz, wyglądał jak półtora nieszczęścia. Nawet zawahałam się przez chwilę, czy go wziąć. Ale wzięliśmy i to była bardzo dobra decyzja. Harry był członkiem naszej rodziny. Zniósł dzielnie wszystkie przeprowadzki, choć przed wyprowadzką z Warszawy zgubił się na parę dni i myśleliśmy, że już go nie znajdziemy. Nie był typem włóczęgi i łobuza. Był nad wyraz spokojny i inteligentny. Kiedy nie wrócił do domu, to nie z powodu włóczęgostwa, ale dlatego, że zaplątał się w jakieś druty kolczaste i nie mógł się wydostać. Nigdy bym go nie znalazła, gdyby nie fakt, że usłyszał, że go wołam. Zrobił wszystko, aby dać mi znać gdzie jest.

Nigdy nie był uciążliwy. Nie właził na blaty, nie niszczył mebli. Doskonale wiedział co mu wolno, a co nie. Nawet, kiedy nas nie było w domu nie zmieniał nawyków. Nie wchodził do naszej sypialni, kładł się tylko w wyznaczonych miejscach. Duża w tym zasługa mojego męża, który zawsze uważał, że kota można wychować, co czynił z dużą konsekwencją :(

Kochaliśmy go wszyscy. Wydawało się, że będzie wieczny.

Niestety. Ostatnie miesiące pokazały czym jest starość. Z dnia na dzień jego stan się pogarszał. Stracił swoją piękną, czarną sierść i zaczął rudzieć. Nie mógł już jeść suchej karmy z powodu osteoporozy, która zniszczyła mu zęby. Coraz rzadziej się przytulał, coraz częściej szukał samotności.

Od listopada było już bardzo źle. Wizyty u weterynarza, problemy z krążeniem, woda w płucach. W tym wszystkim i tak był bardzo dzielny. Dostawał zastrzyki na wzmocnienie i przez moment pomyślałam "będzie dobrze". W piątek, pomimo zakazu wychodzenia na dwór, wymknął mi się w momencie, kiedy rozpakowywałam auto i zostawiłam uchylone drzwi. Nie zmartwiłam się zbytnio. Słabiutki jest, to za 10 minut wróci-pomyślałam. Nie wrócił...

Dzisiaj wtorek. Przeszukałam już wszystkie miejsca w swoim ogrodzie i ogrodzie sąsiadów. Ani śladu. Noce były mroźne. Nie sądzę, aby przeżył. Miska ciągle stoi na tarasie, nie mam odwagi usunąć kuwety z kuchni. Co rano łapię się na tym, że chcę otworzyć nową puszkę z kocią karmą. Na trawniku ciągle widać wydeptaną ścieżkę, którą chodził, a na płytkach w kuchni -2 ślady jego brudnych łapek.

Nie wiem, czy kiedyś będę gotowa na nowego kota...

 

wtorek, 19 grudnia 2017, brommbie

Polecane wpisy

  • Mój cichy apel

    Świat jest przepełniony złem i agresją. Najgorsze jest to, że sami jesteśmy sobie winni. Nie mogę zrozumieć, że ludzie nie widzą rozwiązania, które mają na wyci

  • Ku pamięci, bo ładne

    Przeczytałam życzenia Antoniny Krzysztoń na 2018 rok. LIST DO CIEBIE ,DO MNIE NIE MASZ DO KOŃCA WPŁYWU NA TO JAKI BĘDZIE TEN ROK , ALE Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ MOŻESZ

  • Moje "małe" życie

    Jestem w trakcie czytania "Małego życia" Hanyi Yanagihary i choć nie rzuciła mnie ta książka na kolana, jak ponoć pół globu, to jednak nie mogę się od niej oder

Komentarze
2017/12/19 08:49:52
Jak ja rozumiem Twoje uczucia. I jakże Ci współczuję. Kiedy moja Mićka odeszła i przyszłam zapłakana do pracy, niektórzy się śmiali, że niby jak można płakać po kocie. Ale bez kota w domu zrobiło się zimno i źle, mimo psa. Poszukałam ogłoszenia w gazecie i od pani współpracującej z Bożeną Wahl wzięliśmy Misię. Była z nami kilkanaście lat. W międzyczasie jeszcze trafił Maciuś, też uratowany przed niechybną śmiercią.
A ten bernardyn w budzie nie był przypadkiem obok pętli autobusowej? Pamiętam, że była buda i pies. Pozdrawiam i życzę ukojenia oraz przygarnięcia kociej sieroty.
-
Gość: eM., 95.51.125.*
2017/12/19 11:16:14
bardzo współczuję. tez borykam się z kocią starością, w październiku naszej kotce stuknęło 16 lat. kiedy akurat 1 listopada niemal zegnaliśmy się z nią, tak była nieswoja, niemrawa, następnego dnia wet dał jej zastrzyk wzmacniający i... kot był jak nowy. nie wystarczył na długo, znów wygryza sobie sierść, znów chowa się, umyka, cichnie i chyba powoli gaśnie...
a przecież tak niedawno wytoczyła się spod choinki, była wymarzonym gwiazdkowym podarunkiem dla mnie. nie wiem, kiedy minęło tyle lat.

i myślę, że ta niepewność o los kota jest najtrudniejsza. ten brak możliwości pożegnania, nawet towarzyszenia mu. współczuję...
-
2017/12/19 11:30:21
bardzo mi przykro... koty są inteligentne tylko ludzie o tym nie wiedzą (nie wszyscy) i bardzo szybko się uczą. od tego lata mamy dwie kotki, ta młodsza niejako w funkcji "na zakładkę" zostanie kiedyś, bo starsza ma 7 lat. obie wiedzą gdzie jest ich miejsca w domu, nie wyobrażam sobie dnia, w którym znikną nam z oczu...
-
2017/12/19 12:22:47
Przytulam. Doskonale rozumiem.
:-*
-
2017/12/19 13:37:35
Annazadroza, nie wiem, czy tam był przystanek :) Kota wzięliśmy od sąsiadki tej pani od Bernardyna. Ona wydała już wszystkie swoje kociaki i nagle my stanęliśmy w drzwiach "po kota z ogłoszenia". Szybka burza myśli i pani "skombinowała" kota dla nas :)))
-
Gość: Alex, *.metronet-uk.com
2017/12/19 14:02:00
Rozumiem, co czujesz, moj kot tez przezyl 16 lat. Tak samo zestarzal sie I odszedl w ciagu kilku miesiecy, przez wszystkie lata byl niebywale zywotny, okaz zdrowia I urody. Minelo wiele lat, nie mialam od tej pory zadnego zwierzecia. Chcialabym kota, ale bylby sam w domu dlugie godziny, nie chce fundowac traumy zadnemu zwierzakowi.
-
2017/12/19 14:28:32
Współczuję bardzo... Niby wiemy, że one będą żyły krócej od nas, ale jak już odejdą trudno sobie z tym poradzić.

Teraz jest czas na żałobę, a potem zobaczysz, czy będziesz gotowa na nowego kota. Nasz Rysiek odszedł w zeszłym roku, po 14 latach, bardzo go opłakałam, ale wiedziałam, ze za dużo jest tej kociej biedy na świecie, żebym nie wzięła kolejnego kota. Aktualnie mamy dwa gagatki ze schroniska i codziennie się ciesze, gdy na nie patrzę, ale wciąż jednak czuje, ze nie są mi takie bliskie jak był Rysiek.
-
2017/12/19 17:44:35
Współczuję!
Julian jest z nami dopiero czwarty rok, a jakby był zawsze. I czyni cuda - mój mąż był tych, co by się śmiali z opłakiwania kota, ale mam wrażenie, że już nie jest. Po trzech latach jakoś się z Julkiem dogadał.
-
2017/12/19 20:34:21
Buuu, biedny Harry :( najbardziej żal, że nie wrócił i nie odszedł w domu, ale koty chyba tak mają, że odchodzą w samotności... Harry był cudownym kotem, współczuję i przytulam :*****
-
2017/12/19 22:38:12
Ale jak to...? Haruś...

-
2017/12/20 15:44:40
Tylko spójrz, kto może zapełnić pustkę po Harusiu...
schroniskogaj.pl/koty-do-adopcji.php
-
2017/12/20 18:13:50
Fishu, jeszcze długo nie będę na to gotowa. Mam naprawdę głębokie przekonanie, że Harry był wyjątkowy. Nie można go zastąpić.
-
2017/12/20 18:17:18
Ważne, że był kochany, miał dom i dobre życia.
-
2017/12/20 19:21:33
Bardzo mi przykro :(
Może czuł, że ciężko wam pozwolić mu odejść i wybrał wieczny sen sam. Koty nawet odchodzą na swoich warunkach :(
-
2017/12/21 22:28:33
Wiem Bromm :(((
-
2017/12/27 18:54:20
Kota czy psa nie można zastąpić, można go tylko równie mocno kochać.